O Wyspie Muz...

Prawdziwe dzieło jest trwaniem, jest uczeniem się życia – Roman Opałka. Więcej wypowiedzi na temat sztuki w Notatkach o sztuce.

piątek, 1 stycznia 2010

Joseph Mallord William Turner. Pejzaże utkane z powietrza i słońca, barwnych plam i wyobraźni, czyli Williama Turnera odczuwanie świata i światła.




Słońce jest Bogiem.
William Turner


Tym, co uderza widza, spacerującego po salach Muzeum Narodowego w Krakowie, które zaaranżowało wystawę prac tego Artysty, jest porażająca siła Jego geniuszu, łączącego zachwycającą lekkość i wyrafinowany dowcip [1] z ogromną pasją tworzenia i żywiołowym temperamentem. Nie sposób pozostać obojętnym i nie ulec porywającej wyobraźni Turnera, niezwykle płodnego twórcy, którego  John Ruskin  – przyjaciel i apologeta Artysty –  w książce „Współcześni malarze” z 1843 r. określił mianem „samotnego mistrza wyobrażeń nieba”. 

Pejzaże malowane barwą i światłem otwierają przed nami przestworza wzburzonej wyobraźni. Ukazują kipiel barw i płynnych, będących w ciągłym ruchu form, często o poszarpanych i zacierających się konturach, które zderzane ze sobą wywołują u widza silne emocje – od spokoju po przerażenie i wzniosłość. [2] Rezygnacja z wiernego odtwarzania realności (lekceważenie szczegółów, rozmywanie konturów, uproszczenia w przedstawianiu ludzkiej sylwetki) [3], zabawa kolorem i plamą oraz daleko posunięta synteza rzeczywistości, [4] która doprowadziła w końcu Artystę do czystej abstrakcji [5], sprawiają, że Jego kompozycje są pełne dynamizmu i niezwykle żywiołowe. Kolor u Turnera wibruje, pulsuje i świeci albo gaśnie i matowieje lub staje się zupełnie blady i przeźroczysty. Artysta używał różnych odcieni papieru, malując akwarele (białego, niebieskiego, ciemnobrązowego...) dla osiągnięcia zamierzonego efektu kolorystycznego.  Przestrzeń to zastyga w bezruchu, to znów kołysze się, zaczyna płynąć i wiruje jakby była targana wiatrem. Powietrze, wypełniające przestrzeń Turnerowskich płócień jest w nieustannym ruchu – to uspokaja się, łagodnieje i cichnie, to znów zrywa się i wpada w szał, miotając z wściekłością sztormowymi falami i przeganiając burzowe chmury, które zaczynają pędzić po niebie, niczym rozszalałe bestie wypuszczone z piekielnych czeluści. W późniejszym okresie wszystko wiruje wokół osi znajdującej się w centrum obrazu, a ukazany na płótnach świat jest zasysany do wewnątrz przez gigantyczną trąbę powietrzną, przywołując apokaliptyczną wizję końca świata. 

Turner, to nie tylko malarz, ale i dramaturg oraz genialny kompozytor. Jego płótna można przyrównać do partytur. Dzieła te ożywają w momencie ich oglądania. Malarz nieustannie nas zaskakuje. Bawi się emocjami widza, igra naszymi odczuciami i postrzeżeniami, wciągając nas coraz bardziej w wir zmysłowych wrażeń. Komponując przestrzeń zestawia oślepiające światło z głębokim mrokiem oraz używa kontrastowych, nasyconych barw. Jego kompozycje albo ukazują, mrożącą krew w żyłach i wywołującą grozę, potęgę gór (ziemia) i niszczycielską potęgę pozostałych żywiołów (ognia, wody, powietrza), albo są ulotnymi i zwiewnymi impresjami, przedstawiającymi raz pogodne i świetliste, a raz zasępione i smutne oblicze Natury. Impresje  [6] te – w odróżnieniu od malowniczej i spektakularnej walki pierwotnych żywiołów, wygrywanej na mocnych i silnie skontrastowanych ze sobą kolorach ( odcienie od forte do forte fortissimo) - oddane zostają za pomocą kilku zaledwie tonów barwnych oraz ich subtelnych odcieni (od piano do piano pianissimo), sprawiając wrażenie niezwykłej lekkości i przejrzystości. 

Pracą, która najbardziej mnie urzekła była niepozorna, namalowana w pastelowej tonacji, akwarelka „Dyliżans” [7] z 1840 roku. Na środku kartki, na jasnobeżowym, cielistym tle, mamy brunatny kształt, wieńczący beżową, o nieregularnych kształtach, podłużną plamę namalowaną szybkimi, jakby od niechcenia pociągnięciami pędzla. Wokół tego obiektu wiruje szaro-kremowo-beżowe tło. Ta praca niczego nie przedstawia i stanowi jedynie aluzję do rzeczywistości. Podobnie jest w przypadku "Łodzi na morzu" [8], gdzie mamy trzy krótkie pionowe smugi wykonane lekkimi pociągnięciami pędzla. Trzeba być mistrzem, żeby za pomocą tak ascetycznych (!) środków wyrazu oddać wrażenie rozpędzonego dyliżansu i płynących łódek. Trzeba mieć też ogromną wiarę w wyobraźnię widza, że ulegnie on tej sugestii i zobaczy na obrazie zasugerowane tylko przez artystę obiekty! Dziełko to wywołało u mnie rozbawienie i wzbudziło mój podziw. Podchodziłam do niego kilkakrotnie i za każdym razem stawałam oniemiała. Nie musiałam nawet przymrużać oczu, żeby widzieć ciągnięty przez rozpędzone konie i mknący w śnieżnej zamieci powóz, który kołysze się i unosi w powietrzu. 

Drugą pracą, która przykuła moją uwagę jest "Skalista przełęcz pośród gór" z ok. 1801 r. [9]. Zaskoczył mnie w niej sposób operowania kreską. Malarz, używając ołówka podczas rysowania nie odwzorowuje rzeczywistości (nie odtwarza jej z mozołem kawałek po kawałku, szczegół po szczególe), lecz tworzy jedynie jej syntezę - operuje znakami utworzonymi z linii: obłoczkami, urywanymi kreskami, układem położonych jedna nad drugą linii, przypominających szczeble drabiny. Kiedy podchodzimy blisko do obrazu, to widzimy symbole wypełniające powierzchnię kartki. Gdy się odsuwamy, to wszystko się rozpływa i zaczynamy widzieć górzysty krajobraz, porośnięty skąpo kępkami roślinności widocznej na pierwszym planie.  

Moimi ulubionymi dziełami Artysty są te prace, które ukazują stan, gdy zacierają się znajome kształty a rzeczywistość staje się nierzeczywista. Część z tych prac zgromadzono na wystawie w sali, gdzie ukazano fuzję żywiołów. Na niektórych obrazach, prezentujących właśnie owo odpływanie Artysty od realności ku abstrakcji organicznej, widać jeszcze szczątki realnego świata – fragmenty masztów, dzioby okrętów, ledwo rozpoznawalne zarysy rzeczywistych przedmiotów. Wibrujące barwy, którymi po mistrzowsku posługuje się Turner oraz modelunek światłem sprawiają, że tworzone w oparciu o wnikliwe obserwacje Natury dzieła przywodzą na myśl senne widziadła. To improwizacje, na których realność faluje niczym ocean, tracąc swoją materialność i stając się ulotnym, świetlnym zjawiskiem.

Przedstawienia Natury, których reżyserem jest Turner, wywołują u nas różne emocje – od wyciszenia w pracy "Początek barwny" (1820r. ) i sielanki w "Księżycu w nowiu..." (1840r.), po uczucia grozy, przerażenia i wzniosłości. [10] To wszystko sprawia, że William Turner jest nie tylko malarzem żywiołów, ale i emocji.  Ukazuje krajobraz i ludzkie namiętności, które mogą być równie gwałtowne, silne i nieprzewidywalne jak występujące w Naturze żywioły. Patrząc na Jego obrazy możemy dostrzec i odczuć: surowość i niezłomność skał oraz surowość i niezłomność charakteru, palący żar ognia oraz palący żar namiętności, porywczość wichru oraz porywczość gniewu, ogrom i nieobliczalność wzburzonych fal oceanu oraz ogrom i nieobliczalność rozpaczy…
Turner był niezwyklym twórcą. Jego dokonania wybiegają poza epokę, w której żył. Pozostawił po sobie dzieła będące zapowiedzią symbolizmu, impresjonizmu, ekspresjonizmu i abstrakcji.

Zakochałam się bez pamięci w Turnerze. Oczarowała mnie Jego wyobraźnia. Nie wiem kiedy i czy znów zobaczę Go na żywo. Przed zamknięciem wystawy zamierzam ponownie odwiedzić Muzeum Narodowe w Krakowie i razem z Artystą odbyć emocjonującą podróż przez XIX-wieczną Europę, by jeszcze raz, już po raz ostatni, spojrzeć na świat Jego oczami. Prezentowane w katalogach reprodukcje prac Turnera są bez życia. Podobnie jest w przypadku widokówek, które sprzedaje się przy okazji tej wystawy. Miał rację Walter Benjamin. Dzieło sztuki odarte z aury (prezentowane jako reprodukcja) jest martwe i bez duszy. Jest tylko bladym cieniem prawdziwej rzeczywistości. Warto poświęcić zbliżający się weekend i odwiedzić Muzeum Narodowe w Krakowie, żeby dotknąć żywej sztuki.  


Joanna Turek

Przypisy

[1] Wędrując po wystawie i obcując z dziełami Turnera odniosłam wrażenie, że musiał był dowcipnym człowiekiem i miał bujną wyobraźnię. Jakiż związek bowiem łączy tytuł "Dyliżans" ("The Diligence" z ok. 1840 roku) albo "Łodzie na morzu" ("Boats at Sea" po ok. 1830 roku) z przedstawieniami ukazanymi na tych akwarelkach?  Gdzie są tytułowe delfiny na obrazie olejnym "Wzburzone morze z delfinami" ("Stormy Sea with Dolphins" z ok. 1835-1840) i co stało się z łodzią na innym olejnym płótnie "Wschód słońca, łódź w przesmyku między cyplami" ( "Sunrise, with a Boat between Headlands" z ok 1840-1845)?  Co myśleli ówcześni odbiorcy, patrząc na zamaszyste pociągnięcia pędzla i rozlewające się plamy koloru? Czy nie sądzili, że to  bohomazy a Artysta sobie z nich zakpił? Wielu tak rzeczywiście myślało - zwłaszcza o dziełach, w których odszedł od realizmu i zaczął kreować wizyjną rzeczywistość ( "Snow Storm - Steam-Boat off a Harbour's Mouth" z  1842).
[2] Dużą rolę w budowaniu nastroju odgrywa u Turnera światło i kolor. W Jego twórczości widoczny jest wpływ teorii estetycznych Edmunda Burke (zasada "wzniosłości" sformułowana w 1757 roku w książce "Dociekania filozoficzne o pochodzeniu naszych idei wzniosłości i piękna"), Williama Gilpina (termin "malowniczość"; Gilpin zwrócił uwagę na to, że wygląd krajobrazu zależy od zachmurzenia oraz natężenia światła i zachęcał do malowania z natury) i Johanna Wolfganga von Goethe'go ("Teoria koloru" opublikowana w 1810 roku) oraz rozważań o świetle zawartych w traktacie francuskiego pejzażysty Pierre-Henri de Valenciennesa
[3] Artysta nie przywiązuje wielkiej wagi do wiernego odtwarzania rzeczywistości - detale nie są dla niego istotne.  Dotyczy to również przedstawień ludzi. Proszę przyjrzeć się postaci stojącej w łodzi. Ma nienaturalnie dużą głowę w stosunku do torsu - "Entrance of the Meuse: Orange-Merchant on the Bar, Going to Pieces" (1819).  Człowiek stanowi marginalny element dzieła i zostaje podporządkowany artystycznej wizji, w której głównym bohaterem jest Natura i żywioły. Nawet na obrazach realistycznych na pierwszy plan wysuwa się nastrój, ulotna chwila, będąca zapisem subtelnej lub dramatycznej gry świateł i cieni.
[4] Realizacja koncepcji Aleksandra Cozensa, nauczyciela rysunku, który zaproponował nowe metody kompozycji obrazu (kleksy, plamy, formy bez konturów). Warto przyjrzeć się z bliska pracy wykonanej kredą i ołówkiem "A Rocky Pass between Mountains (Glen Croe, with the Slopes of Ben Arthur: Ben an Lochain)" z ok. 1801 roku. Szczegóły lepiej są widoczne na skanie.
[5] "Colour Beginning" ("Początek barwny" z 1820 roku - jedna z wielu prac ze szkicownika artysty oznaczona tym tytułem). "Boats at Sea", after circa 1830.
[6] Impresje, to moje na gorąco ukute określenie, które odnoszę do zwiewnych, często ujmujących w syntetyczny sposób rzeczywistość, akwarelek Turnera. Zob. przypis numer 8. Niebawem zamieszczę odsyłacze do reprodukcji tych prac. Ten styl malowania pojawia się także na obrazach olejnych.
[7] "The Diligence" (Dyliżans z ok 1840 roku; gwasz i akwarela).  
[8] "Boats at Sea", after circa 1830. Zob. też przypis numer 6.
[9] "A Rocky Pass between Mountains (Glen Croe, with the Slopes of Ben Arthur: Ben an Lochain)" z ok. 1801 roku. Kreda i ołówek na papierze.
[10] "Colour Beginning" ("Początek barwny"), 1820, Watercolour, 225 x 286 mm; Tate Gallery, London. W studiach akwarelowych zwanych "Początkami barwnymi" kompozycja jest budowana ze stref kolorystycznych.

Brak komentarzy: